Pobudka 6 rano, trasa już dużo wcześniej zaplanowana -> kierunek Jasna Góra 71km w jedną stronę. Pogoda super, można startować. Tempo szybkie, gdyż na miejscu musimy być przed 11. Święto, więc na drogach pusto, tirów brak. Przerwy zaplanowane co 15 kilometrów, pierwsza część trasy dosyć wymagająca, ze względu na dużą ilość górek, ale za to jakie zjazdy...cudowne. Wszystko poszło zgodnie z planem i stawiliśmy się na czas na Jasnej Górze w Częstochowie.
Mnóstwo ludzi, pielgrzymów i nie tylko. W tłumie odnaleźliśmy moich rodziców i można świętować. Po Mszy jeszcze obiadek przygotowany przez mamę i powrót. Ostatnie kilometry ciężkie ale daliśmy radę, bo jak nie my to kto? :) Może pomyślimy o jakimś triathlonie? Czemu nie? Tylko rowery musimy chyba zmienić na bardziej profesjonalne..




Jejku, ale super! Ja nie wiem czy dałabym radę
OdpowiedzUsuń>>alicce-alice.blogspot.com<<